Sonic 2. Szybki jak błyskawica – recenzja

Nieco ponad dwa lata temu napisałem recenzję filmowego Sonica. Moje przemyślenia sprowadzały się do tego, że był to naprawdę porządny film familijny, który warto obejrzeć. Nie spodziewałem się jednak, że otrzyma on tak pozytywną reakcję. Pierwszy Sonic stał się kinowym hitem, a niedługo po tym, cały świat wywrócił się do góry nogami. Więcej niż raz. Jednak świat niebieskich jeży na wielkim ekranie biegł jak gdyby nigdy nic. W tym czasie druga część dostała zielone światło, została napisana, nakręcona oraz wydana. Zatem ja również wróciłem do Cinema City na pokaz przedpremierowy i znów spisuję moje wrażenia.

Nie ma to jak w domu

Po wydarzeniach z poprzedniej części Sonic całkowicie zadomowił się na Ziemi. Zgrywa superbohatera (choć nie wychodzi mu to za dobrze) i mieszka wygodnie w domu Wachowskich. Oni wyjeżdżają, by udać się na ślub na Hawajach, a jeżowi zostaje pilnowanie domu. Oczywiście, właśnie wtedy powraca Robotnik, a z nim pojawia się Knuckles. Czerwona kolczatka łatwo pokonuje niebieskiego jeża, którego w samą porę ratuje Tails. Złowieszczy doktor i jego nowy sprzymierzeniec szukają znajdującego się na naszej planecie Głównego Szmaragdu, który ma dać posiadaczowi niewyobrażalną moc. W ten sposób bohaterowie i złoczyńcy odbywają wyścig po legendarny klejnot, ścierając się po drodze.

W odróżnieniu od pierwszej części Sonic 2 jest zdecydowanie bardziej „Sonicowy”. Są Tails i Knuckles, łysy Robotnik z wielkim wąsem oraz Główny Szmaragd. Elementy pierwszego filmu, takie jak nowe postacie ludzkie, również powracają, choć jest ich mniej. Takie podejście było widoczne już od pierwszego zwiastuna. Ta „Sonicowość” objawia się nie tylko we wprowadzeniu większej ilości elementów znanych fanom. Sonic 2 pokazuje większe zrozumienie materiału źródłowego niż poprzednik. Nieważne, jaki styl demona prędkości wolisz, znajdziesz tu coś dla siebie. Powraca humor z pierwszego filmu i dodane są bardziej kreatywne sceny akcji. Pościgi są pozytywnie elektryzujące, a Sonic i Knuckles walczą ze sobą niczym protagoniści niejednego anime.

Wszystkie te elementy składają się na film, który spodoba się wielu fanom. Jednak jak to będzie dla ludzi mniej zaznajomionych z uniwersum niebieskiego błysku? Cóż, trudno mi stwierdzić, gdyż daleko mi do takiej osoby, ale chyba mogę zgadnąć.

Gdzie kucharek sześć itd.

Przykro mi stwierdzić, że nasz ukochany Miles Prower w fabule filmu jest dość niepotrzebny. Niestety, jego gadżety pełnią ważniejszą funkcję, niż on sam. Oczywiście, nie można mieć Sonica bez Tailsa, więc usunięcie go ze scenariusza byłoby niemożliwe. Mimo to mam wrażenie, że gdyby tak się stało, to można by przepisać parę rzeczy i fabuła nie zmieniłaby się drastycznie. Ogoniasty towarzysz po prostu ma za mało do roboty i za mało czasu, by rozwinąć swój związek z Soniciem. Trudno mi kupić tę dwójkę jako prawdziwych przyjaciół. Ich relacja rozwija się zbyt szybko.

Bycie zbyt szybkim to, ironicznie, największy problem, jaki ma Sonic 2. Widać wyraźnie, że z filmu została wycięta niemała liczba scen, zwłaszcza w pierwszym akcie. A szkoda, bo szczyty tej produkcji są naprawdę wysokie. Podobne odczucia miałem co do filmu Dragon Ball Super: Broly, lecz z każdym kolejnym seansem, ten problem przeszkadzał mi coraz mniej. W momencie pisania tej recenzji film obejrzałem tylko raz, ale mam przeczucie, że i on będzie się robił tylko lepszy.

Wciąż jest dobrze!

Te problemy są całkiem irytujące, ponieważ, jak już wspomniałem, praktycznie każda inna część filmu jest świetna. Knuckles został zrealizowany fantastycznie. Jest to postać, która nie była ważna w grach w żadnym stopniu od wielu, wielu lat. Miło znów zobaczyć go nie tylko jako centralny element opowieści, ale również w roli antagonisty, której nie spełniał jeszcze dłużej. W dodatku wspaniale odbija się od innych postaci. To wszystko sprawia, że czerwoną kolczatkę po prostu bardzo przyjemnie się ogląda.

sonic 2

Nie mogę ocenić natomiast głosu Idrisa Elby w tej roli, gdyż pokazy przedpremierowe (przynajmniej w mojej okolicy) odbywały się tylko z dubbingiem. Mogę za to stwierdzić, że Jakub Wieczorek dobrze spisał się w polskiej wersji. Jeżeli oglądaliście kreskówkę Sonic Boom w naszym rodzimym języku, zapewne znacie go jako głos Eggmana. Osobiście nie podobał mi się w tej roli, ale jako filmowy Knuckles jest praktycznie idealny. Również z Sonic Boom powraca Lidia Sadowa jako Tails. Według mnie była najlepszą częścią tamtej obsady i cieszę się, że była w stanie wrócić do tej roli na wielkim ekranie. Wychowałem się na katowickim dubbingu Sonic X i Sadowa przypomina mi Wisławę Świątek z tamtego serialu. Członkowie obsady z pierwszej części także spisują się nie gorzej niż poprzednio. Tomasz Borkowski dobrze wciela się w Robotnika, a Marcin Hycnar naprawdę przekonał mnie do siebie jako Sonic. Z początku odebrałem go jako trochę nijaki wybór na niebieskiego jeża, ale po dwóch latach doszedłem do wniosku, że chyba jest moim nowym ulubiony głosem dla tego bohatera w języku polskim. Momentami jego performance przypomina mi Junichiego Kanemaru, wcielającego się w japońskiego Sonica od ponad 20 lat.

sonic 2

Nie do zatrzymania

Tak właśnie prezentuje się Sonic 2. Szybki jak błyskawica. Choć nie jest to film bez problemów, jego plusy zdecydowanie przewyższają minusy. W mojej recenzji oryginału podkreśliłem, jak długą drogę przebył ten film, by nareszcie trafić do sal kinowych. Ta droga jeszcze się nie kończy. W następnym roku dostaniemy serial o Knucklesie, a niedługo po tym trzecią część. W tym czasie zachęcam do wybrania się do kin na seans, bo jest to film, którego motto brzmi „dobra zabawa”. Rzadko kiedy można spotkać się z adaptacją wielkiego kalibru tworu wprost z kultury nerdowskiej (zwłaszcza tej japońskiej), które nie tylko nie wstydzą się materiału źródłowego, ale są również jego celebracją.

sonic 2