Stop!! Hibari-kun! — romcom bez com

Będąc w Poznaniu na Hikari, odwiedziłem kilka prelekcji, na których poznałem wiele nieznanych mi wcześniej tytułów. Jednym z nich było Stop!! Hibari-kun!, które kupiło mnie po swoim opisie.
Opowiada o chłopcu, który po śmierci swojej matki zostaje wysłany do Tokio, gdzie zamieszkuje u Yakuzy. Jak się okazuje ma on 3 córki i 1 syna. Niespodzianka jest jednak taka, że tak naprawdę jego syn jest kobietą. No i jak się możecie domyślać, to właśnie ona jest miłosnym zainteresowaniem głównego bohatera.

Problemy osób transpłciowych

Kłopotem protagonisty jest to, że nie potrafi się on przekonać do traktowania jej jak kobiety. Tak samo jest z całą rodziną Hibari. Rodzeństwo oraz ojciec cały czas nazywają ją zboczeńcem i robią wszystko, aby zachowywała się jak mężczyzna. Na szczęście dziewczyna twardo trzyma się swojej tożsamości i nie ulega presji. Dużym plusem jest to, że w szkole zapisana jest jako kobieta, więc nie musi słyszeć żadnych przykrych komentarzy od rówieśników.

Jako że Hibari jest niesamowicie atrakcyjna i charyzmatyczna to nie może odpędzić się od zalotników. Jej popularność jest tak wielka, że wyrosła na miarę szkolnej idolki. Nie ma jednak w tym nic dziwnego, bo oprócz urody i charakteru jest również pierwsza pod względem ocen oraz sportu. Wszystko to wywołuje ogromne zmieszanie u głównego bohatera, ponieważ z jednej strony stara się patrzeć na Hibari jak na mężczyznę, a z drugiej jest strasznie zazdrosny. Ma on jednak szczęście, bo nasza heroina również czuje do niego miętę. Jednak jak to z protagonistami romcomów bywa, jest on niesamowicie tępy i nie zdaje sobie sprawy z jej uczuć. No bo przecież to wcale nie tak, że zdarzyło im się pocałować i Hibari cały czas się do niego klei.

Stop!! Hibari-kun! jest nieśmieszne.

Skoro już przedstawiłem Wam zarys fabuły i problematykę tytułu to pora przejść do głównego tematu, jakim jest jego humor. Stop!! Hibari-kun! jest komedią romantyczną, która nie potrafi być śmieszna. Myślicie pewnie, że to może ja po prostu nie mam poczucia humoru. W  pewnym momencie nawet miałem takie podejrzenia. Spojrzałem jednak na fora oraz różne wątki poświęcone serii i praktycznie każda osoba miała z mangą ten sam problem.

Autor potrafi naprawdę ładnie rysować, co widzimy po stronach dostępnych na początku każdego rozdziału. Jednak z jakiegoś powodu zdecydował on porzucić ładną kreskę na rzecz strasznie karykaturalnej. Jestem świadomy, że dobrze zastosowane chwilowe wyolbrzymienie potrafi być naprawdę zabawne. Jednak jak to mówią co za dużo to niezdrowo i autor rzeczywiście przesadził. Wykrzywione czy nienaturalnie grube postacie to standard. Niektóre z nich wyglądają, jakby w ogóle nie były ludźmi. Nie wspomnę też, że każda z nich zamiast mózgu ma ziarenko fasoli.

Żart powtarzany zbyt wiele razy przestaje być śmieszny, a w ekstremalnych przypadkach po prostu denerwuje. Tak właśnie dzieje się tutaj. Jednym z przykładów jest powtarzanie, że jeden z podwładnych ojca ma odrażającą twarz. Przez 53 rozdziały praktycznie w każdym się to znajdowało, tak jakbyśmy o tym już wiedzieli. Ojciec mający zawał serca za każdym razem jak się pojawia? Obecne. Nie wspomnę również ile razy bohaterka dostała po głowie za ubieranie się jak kobieta, no bo przecież to takie zabawne. Praktycznie nigdy mi się coś takiego nie zdarza, ale w Stop!! Hibari-kun! musiałem pod koniec pomijać wszystkie komediowe momenty, bo inaczej nie wiem, czy dotrwałbym do końca.

Czy burzenie czwartej ściany jest zawsze dobre?

Autorzy często pod koniec tomu lubią podzielić się swoimi przemyśleniami, napisać coś o sobie czy dodać jakiś żarcik z sobą w roli głównej. Uważam coś takiego za bardzo fajny bonus, który pozwala zżyć się nie tylko z mangą, a również z jej autorem. Co byście jednak powiedzieli, gdyby autor w każdym rozdziale w losowym jego momencie wstawiał samego siebie? Na dodatek często przerywał ważne sceny, tylko po to, żeby pożalić się Wam jak to mu się ciężko rysuje? Wyobraźcie sobie, że tak jest w tej mandze. Przemilczałbym to, gdyby to była jedna albo dwie strony, ale zdarza się, że autor rozpisuje się na ponad pół rozdziału! Zdarza się również, że podczas rozmowy bohaterów nagle się pojawia i im przerywa. Burzenie czwartej ściany zwykle jest naprawdę przyjemnym smaczkiem, ale jeżeli dzieje się to notorycznie to jak odbiorca ma się wczuć w medium?
Szalę goryczy przelał dla mnie jednak moment, gdzie autor zrobił w środku rozdziału dwie strony, gdzie zilustrował, jak robi kupę. Naprawdę.

Światełko w tunelu

Żeby nie było, że mówię tylko o negatywach, to teraz dla odmiany chciałbym powiedzieć o najlepszej rzeczy w serii. Czymś, co trzymało mnie przy tytule na tyle, że udało mi się go skończyć. Tym elementem jest Hibari — główna bohaterka. Jest ona bardzo charyzmatyczna i zadziorna, co prowadzi do wielu ciekawych sytuacji. Jest też jako jedyna ładnie narysowana, co tylko potęguje chęć zobaczenia jej na ekranie. Jedyne co mi w niej przeszkadzało, to to, że zamiast konkretnie odpowiedzieć na przytyki w temacie jej płci, to zwykle zbywała to jakimś żartem. Brakowało mi w mandze jakiegoś poważniejszego poruszenia tematu transpłciowości. Uważam, że seria bardzo by zyskała, gdyby komedia zamieniła miejsce z dramatem.

Mroczne czasy

Stop!! Hibari-kun! wychodziło w latach 80 i to widać oraz czuć. Pomimo tego, że teoretycznie jej fabuła jest bardzo postępowa i nietypowa na swoje czasy to została ona fatalnie poprowadzona. Transpłciowość jest tutaj głównie sprowadzona do kolejnych możliwości przeprowadzenia beznadziejnego żartu. Chłop przebrał się za babę, ale heca. Tytuł miał szansę stania się wręcz kultowym, lecz zostało to zaprzepaszczone przez fatalną narrację, wszechobecną transfobie i ogromną ilość naprawdę okropnych żartów.