86: Eighty Six – adaptacja perfekcyjna

86: Eighty Six wzięło mnie z zaskoczenia. Spodziewałem się dobrej pozycji, ale nie przewidywałem, że seria ostatecznie będzie uznawana przeze mnie za najlepsze anime tego roku. Stało się tak jednak za sprawą interesującego materiału źródłowego, który został zaadaptowany w sposób perfekcyjny. Wręcz nie dało się go zrobić lepiej. Dlaczego dramat jednostki z regionu 86-tego jest tak interesujący dla widza?

O 86: Eighty Six wspominałem już w naszym podcaście na temat naszych opinii na temat sezonu wiosennego, do którego serdecznie odsyłam. Jednak dla tych, którzy nie mieli okazji nas odsłuchać przygotowałem też krótki opis. (a zresztą, idźcie słuchać podcastu, tutaj już nam daliście kliknięcie).

86: Eighty Six – Zapomnieni bohaterowie czy świnie nie uznawane za ludzi?

Żaden kraj nigdy by nie rozważył uznania jako aktu okrucieństwa odmówienia świni ludzkich praw.
Jednak, jeśli ktoś miałby nazwać kogoś mówiącego innym językiem, kogoś o innym kolorze skóry, kogoś o innym dziedzictwie, świnią w ludzkiej formie, żadna opresja, prześladowanie czy ucisk jakie zadałbyś takiej osobie nie byłoby nigdy uznawane za okrutne lub nieludzkie.

Vladilena Milize, Memoirs

Tymi słowami rozpoczyna się pierwszy rozdział Light Novel napisanej przez Asato Asato. Wstęp ten wprowadza do świata, w którym Republika San Magnolii chwali się kolejnymi bitwami, w których wojska nie poniosły żadnych strat dzięki walce prowadzonej przez drony bezzałogowe. Wojna ma się skończyć za 2 lata, ponieważ taki termin aktywności wykryto w jednostkach Legionu, tajemniczych wojsk, które zniszczyły państwo odpowiedzialne za ich stworzenie. Republika składa się z 85 regionów i jest krainą dobrobytu i szczęścia.

Oddział Spearhead

San Magnolia ukrywa jednak okrutną prawdę – te drony nie są bezzałogowe. San Magnolia nie miała tyle czasu by wytworzyć drony bezzałogowe, takie jak posiada Legion. A PR’owo źle by wyglądało, gdyby to wróg miał lepsze jednostki, prawda? Więc fakt pilotów tych jednostek został ukryty. A kierują nimi tzw. procesory, ponieważ ludźmi rząd ich nie nazywa. To wyklęci, dawni obywatele San Magnolii, którym rząd odmówił ludzkich praw ze względu na odmienność. Dawnych sojuszników uznano za zdrajców i szpiegów, dawni obywatele zostali wysłani na pewną śmierć i zapomniani przez swój dawny kraj.

I tak kroczą na pewną śmierć w swoich dronach, broniąc państwo, które ich odrzuciło, przed zagrożeniem ze strony wroga.

Gdzieś w tym wszystkim są osoby dobre, którym nie podoba się ten system.

Jedną z nich jest główna bohaterka tej opowieści, Vladilena Milize. Najmłodsza w historii wojsk San Magnolii osoba, która osiągnęła status majora. Dzięki statusowi zapewnionemu jej przez jej ojca, Lena zna prawdę o losach żołnierzy z 86-stego regionu. Nie podoba jej się to, chce walczyć, chce ich wyzwolić. W swojej naiwności jednak sama nie do końca rozumie ich sytuację. W pierwszym odcinku dostaje za zadanie poprowadzenia jednostki Spearhead, czyli głównego oddziału Procesorów. To właśnie tam poznaje m.in. Undertakera, legendarnego żołnierza i dowódcę tej grupy znanej z bycia porzucaną przez kolejnych swoich dowódców. Z czasem dowiadujemy się, że Undertaker nazywa się Shinei Nouzen, a jego relacja z Leną staje się bardzo interesującym kontrastem, który pozwala widzowi dobrze zrozumieć, jak bardzo odmienne są od siebie te światy. Jest to drugi główny bohater tej opowieści. Swoją sławę zyskał z bycia Żniwiarzem, przychodzącym po śmierć.

“Pozdrów ode mnie Żniwiarza” powiedziała jedna osoba do Leny po dowiedzeniu się, że została przydzielona do Spearhead/

Manipulacja chronologią odcinka miesza widza, tak by ten przez cały odcinek był zmuszony do rozważań.

Schemat odcinka wygląda tak, że jest prowadzona przez połowę odcinka jedna historia, która dochodzi do punktu kulminacyjnego i następuje przerwa, po której prowadzona jest druga historia z perspektywy drugiego bohatera. Chronologia wtedy cofa się, tak aby przedstawić dojście do punktu kulminacyjnego z drugiej perspektywy i by na koniec czymś zabłysnąć, zmieszać widza. Wyjaśniłem to graficznie na obrazku poniżej.

Odcinek zaczyna się w momencie A, a gdy dojdzie do punktu kulminacyjnego cofa się w czasie do punktu B. Następnie odcinek wędruje do punku kulminacyjnego z osi B, tak aby złączyć się w tym samym momencie i do końca odcinka poprowadzić wspólną historię.

Idealnie przedstawia to różnice między Leną, żyjącą w luksusach Republiki, a Shineiem, który nawet nie jest uznawany za człowieka i jest wysyłany na pewną śmierć. Podczas gdy Lena zastanawia się czy powinna iść na bal, tamci zastanawiają się czy przeżyją do następnego dnia. Podczas gdy Lena siedzi uśmiechnięta i zawstydza się myśląc o tym, że zauroczyła się w kapitanie, tamci tracą przyjaciół. Dotychczasowe wydarzenia w anime są miejscem dla rozwoju Leny. Z naiwnej dziewczynki do osoby, która nie będzie zważała na to, co powiedzą inni i która będzie chciała za wszelką cenę zmienić ten system.

Ten podział chronologii działa idealnie.

To zazwyczaj spoileruje bardzo ważne wydarzenia, które mogłyby równie dobrze być wrzucone na koniec odcinka. Jednak cel tutaj był prosty – zmuszenie widza do bycia aktywnym przez cały czas. Skoro wiemy jak do czegoś doszło, w drugiej perspektywie możemy obserwować poszlaki prowadzące do tych wydarzeń, porównywać jak dwoje bohaterów mogło inaczej widzieć tę sytuację. Widz zaczyna wyluzowany, by po chwili dostać potężnym ciosem mentalnym obserwując te wydarzenia. A to nie do końca tak działało w Light Novel, chociaż ta też była świetna.

W tej opowieści mamy dwie osobne historie. Militarne przeżycia Shineia i jego grupy z pola bitwy, oraz polityczne przeżycia Leny w Republice. Oba wątki biegną obok siebie i widz tylko czeka na momenty, gdy te wydarzenia się ze sobą zetkną. Odbiorca ma analizować to dzieło, zastanawiać się przez cały czas jak całość jest ulokowana chronologicznie.

Adaptacja perfekcyjna

Nowelka nie idzie aż tak bardzo w takie kontrasty. W oryginalnej historii dwa wątki nie przecinają się ze sobą tak często. Czytelnik raczej obserwuje jedne wydarzenia, by dopiero po czasie historię od drugiej perspektywy, jednak idzie w tym liniowo. Nie ma takiego cofania. Przy okazji adaptacja ta dodaje wiele od siebie. Pierwszy tom wyszedł jako samodzielna historia na jeden konkurs. Autorka go wygrała, co zmusiło ją do kontynuowania swojego dzieła. Z perspektywy czasu autorka widziała, że pierwszy tom powinien być bardziej rozbudowany, jednak ciężko było to naprawić na papierze. I chociaż w tej chwili mamy już 10 tomów, to gdzieś z tyłu głowy pozostawał ten nie do końca satysfakcjonujący początek.

I tutaj wkroczyło anime. Tempo adaptowania nowelki było bardzo powolne. Większość odcinków z tego sezonu miała na celu zaadaptowanie jedynie pierwszego tomu. Jednak mała ilość materiału źródłowego nie przeszkadzała autorom w zbudowaniu bliskości z bohaterami. Pojawiło się wiele oryginalnych scen, koordynowanych przez autorkę, które wprowadziły do serii wszystko to, czego zabrakło w pierwszym tomie. Pozbyto się epilogów i na koniec sezonu powoli widz zostawał wprowadzany w wydarzenia z drugiego tomu.

Ryzyko adaptacyjne

Tutaj trzeba docenić odwagę reżysera, Ishii Toshimasa, który podjął pewne ryzyko opowiadając w ten sposób historię. Wszak wiemy, jak wrażliwi potrafią być fani gdy ich materiał źródłowy jest w jakikolwiek sposób zmieniany. Przypomnijmy chociażby co działo się z Classroom of the Elite. Tutaj jednak tego problemu nie ma. Wszystkie zmiany wyszły na plus, a klimat został przedstawiony perfekcyjnie. Niektórzy narzekają na zbyt duży luz na początkach opowieści, że on nie pasuje do powagi tego dramatu. Jednak ten luz miał tak właśnie wyglądać. Autorzy chcieli, żeby widz widział Republikę w ten sposób. Widz miał czuć się rozluźniony, po to aby zwiększyć wpływ drastycznych scen z oddziału 86-stego. I to zadziałało idealnie. Zapomniani żołnierze mieli być przedstawieni jako osoby, które są w każdej chwili gotowe na śmierć. Stąd tyle w nich wyluzowania – muszą cieszyć się każdą chwilą, bo jutra może nie być.

No i warto też wspomnieć o samych endingach. Nie ma jednego sztywnego endingu. On pojawia się w kulminacyjnych momentach odcinka, by wprowadzić nastrój pod pewien interesujący moment na samym końcu. Coś w stylu Re: Zero, przy którym zresztą Toshimasa pracował.

Przedstawienie pola bitwy

Przy tym wszystkim warto też podkreślić to, jak dobrze sama seria wygląda i brzmi. Audiowizualnie nie ma się do czego przyczepić, a pole bitwy zostało ukazane w sposób bardzo zjawiskowy. Czytelnicy Light Novel skupiali się mocno na tym przedstawieniu pola bitwy, ponieważ w ich opinii ciężko było sobie wyobrazić te wydarzenia jedynie mając do dyspozycji tekst. Inną perspektywą w trakcie walk, która mnie osobiście zachwyciła, jest to ile z tych wydarzeń widzi Lena, dowodząca tym oddziałem z daleka. Lena musi opierać się wyłącznie na tym co słyszy i o to jakie komunikaty dostaje. To ograniczenie, w którym czasami kamera przedstawia zmieszaną Lenę znoszącą emocjonalnie śmierć swoich żołnierzy, jest czymś, co perfekcyjnie oddaje ciężar emocjonalny, który na nią spadł. A ciężar na nią spada całkiem spory w następnych odcinkach, jednak tego nie chcę spoilerować.

W nowelce całość była przedstawiana za pomocą mnóstwa współrzędnych, opisów broni, wydarzeń. To wszystko zostało świetnie zaadaptowane.

Podsumowując, po prostu oglądajcie 86: Eighty Six.

Jest to adaptacja idealna. Choćby nie wiem jak bym się starał, nie potrafię znaleźć wad. Każdy odcinek to dla mnie uczta, z której mogę czerpać niesamowite doświadczenia emocjonalne. Skusiłem się nawet na kupno Light Novel, czego nie mam raczej w zwyczaju. Pierwsza część już się kończy, jednak zapowiedziano już drugą część tego sezonu. Nie wiadomo póki co kiedy będzie ona emitowana, jednak prawdopodobnie będzie miało to miejsce w sezonie jesiennym lub zimowym. Do tego czasu na pewno zapoznam się z dalszymi częściami tej historii. A Wy oglądajcie 86: Eighty Six!

Glory for the Spearhead Squadron!