Bakuman. jako inspiracja dla młodego człowieka

Bakuman. to moje ulubione anime. Tak się składa, że jest to również moja ulubiona manga. Przeczytałem i obejrzałem tę serię wiele razy i za każdym razem, im starszy jestem, inaczej interpretuje jej fabułę, postacie i ich czyny. Jednak kiedy pierwszy raz doświadczyłem tego tworu Tsugumi Ohby i Takeshiego Obaty, seria ta, a zwłaszcza jej wczesna porcja, wywarła na mnie bardzo wyraźne wrażenie.

Na torach zwanych życiem

Najprawdopodobniej byliście kiedyś w takiej sytuacji. Ktoś się was pyta (A może nawet sami siebie się pytaliście) o to, co chcecie robić w przyszłości. Mała liczba osób od początku swojego życia zmierza w jednym kierunku, więc ta myśl nie zajmuje nawet najmniejszej części ich mózgu. Jednak większość z nas z początku nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Więc mówimy „nie wiem” lub „jeszcze nie zdecydowałem”.

Tą samą myślą zaczyna się Bakuman. Moritaka Mashiro jest naprawdę przeciętnym gimnazjalistą. Jego oceny nie są niesamowite, ale nie są też złe. Nie ma jakiś specjalnych zamiarów dla swojej kariery. Najprawdopodobniej skończy w stabilnej pracy w korpo, pracując wygodnie za biurkiem. Podoba mu się taka jedna dziewczyna w klasie, ale nie ma odwagi, by powiedzieć jej, jak się czuje, więc pewnie zapomni o niej, kiedy skończy szkołę i tyle. Jednak czymś się wyróżnia. Umie dobrze rysować. Naprawdę dobrze.

To przykuwa uwagę niejakiego Akito Takagiego. Chłopaka będącego pod pewnym względem przeciwieństwem Mashiro. Ma niesamowicie dobre oceny, zawsze będąc na samej górze klasy, ba, szkoły. Spotykają się, kiedy Moritaka zapomina ze szkoły zeszytu, w którym rysował wcześniej wspomnianą dziewczynę. W klasie odnajduje Takagiego. A razem z nim swój zeszyt. Okularnik zgadza się go oddać, ale pod jednym warunkiem – ma razem z nim stworzyć mangę.

Choć niechętny z początku, Moritaka przekonuje się do pomysłu, kiedy dowiaduje się, że obiekt jego westchnień (nosząca imię Miho Azuki) pragnie zostać aktorką głosową. W ten sposób postanawia, aby razem ze swoim nowym przyjacielem spełnić marzenie każdego chłopca – podbić świat i zdobyć dziewczynę.

Ku sukcesowi!

Bohaterowie od razu biorą się do roboty. Takagi wymyśla historie, a Mashiro ćwiczy rysowanie. Z czasem udaje im się skończyć swój pierwszy one-shot. Zanoszą go do Shueishy, wydawnictwa, dzięki któremu ukazuje się tygodnik Shonen Jump. Pokazują swój one-shot redaktorowi i choć praca zdecydowanie wymaga doszlifowania, ocenia on ją pozytywnie. Chłopaki przynoszą kolejne prace. I kolejne. I jeszcze kolejne. Wszystko po to, aby spełnić swoje marzenia. Jeżeli ich praca ma nawet jedną wadę, zrobią wszystko, co w ich mocy, aby ją poprawić. I właśnie to ciągłe i nieustanne dążenie do perfekcji wywarło wielkie wrażenie na nastoletnim mnie.

Nie jestem pewnien czy właśnie taki efekt był zamiarem autorów, ale udało im się to świetnie. Wiele razy widziałem, jak ktoś rozpoczyna tę serię i odczuwa nagłą motywację do pracy. I choć przez lata ten efekt na mnie osłabał, to wspomnienia, kiedy również odczuwałem ten czar, wystarczą, aby obudził się we mnie perfekcjonista.

A to dopiero początek!

Tak właśnie prezentuje się wczesny Bakuman. Jest przepełniony młodzieńczą energią i ludźmi, którzy dadzą z siebie wszystko, by osiągnąć swój cel. Jednak im bardziej seria się rozwija, tym bardziej zaczyna się zmieniać. Jej ton, struktura, a nawet ilustracje powoli tworzą coś innego…

Jednak to nie o tym jest ten tekst. Jedyne co mogę powiedzieć, to obejrzyjcie lub przeczytajcie Bakuman. Anime ma 3 sezony, po 25 odcinków każdy, a manga – 20 tomów. I najlepszą częścią jest to, że cała jest dostępna w Polsce, zarówno fizycznie, jak i cyfrowo. Jeżeli zdecydujecie się na czytanie, to naprawdę polecam robienie tego po polsku. Seria została wydana przez Waneko i tłumaczenie jest wysokiej jakości. Dialogi są luźne, przez co brzmią bardzo naturalnie i podczas lektury łatwo zapomnieć, że polski nie jest oryginalnym językiem tej serii.

Muszę podkreślić, że czy to w mandze, czy w anime Bakuman. pozostaje, moim zdaniem, tytułem, który każdy miłośnik tej formy sztuki powninen przynajmniej spróbować. Nie spodziewam się, że pokocha go tak bardzo, jak ja. Nie zdziwiłbym się gdyby ktoś się od tej pozycji odbił, ale mimo to wciąż uważam, że spróbować zawsze warto.